niedziela, 15 stycznia 2012

our happy faces :)

polski natchniewa.

wuef wuef wuef. fajne mamy dupy

my big fat ass

"pierdol się"?

fak i gówno. para idealna


w zasadzie mogłabym wstawić coś studniówkowego. ale nie wstawię z prostej przyczyny. nie mam :)
więc wstawiam jakieś szity z robakowego telefona.
piszę ten post resztkami sił.
pół dnia zajmuje mi zastanawianie się jakim kurwa cudem od zwichnięcia kostki można dostać gorączki?!
generalnie siedzę-leżąc na dupie i się lenię, wygrzewam, wpierdalam.
nie umiem chadzać o kuli. ale jedyny element pocieszający jest taki: mam nową laskę. może bardziej kulę, tylko musimy nauczyć się współżyć.
generalnie uważam studniówkę za udaną. poza paroma chwilami słabości, niepotrzebnych obraz i stwierdzeń, poza zbyt małą ilością alkoholu w moim organizmie i bolących nóg było spoko. a i jeszcze muzyka. momentami beznadziejna.ale. uszło.
taniec z ks. Jarkiem wymiata, chcę jeszcze raz. stanowczo. "- żyj dobrze. - żyję, to znaczy... staram się.. tylko czasem nie wychodzi"
do tego boli mnie głowa. i noga. więc nie pójdę boso. trzeba mieć zdolności... oj trzeba.
i na następny raz.. nie proś mnie o taniec, bo mogę nie odmówić. i moje życie stanie się bardziej wyblakłe poprzez chwilowe nasiąknięcie nadzieją.
all what I need now : alkohol, bed, music. o tobie nie wspominam , bo to nierealne... ale gdyby jednak. wszystko było by w porządku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz